Jeśli w wysokich górach zobaczycie kogoś, kto stoi nad przepaścią w pozycji drzewa i ma na sobie jedną czerwoną szpilkę, to pewnie będę ja. Wtedy możesz do mnie dołączyć. Przetłumaczę Ci język gór, a Ty usłyszysz, co one do Ciebie mówią.

Praca nad sobą to proces przemierzania drogi pełnej zakrętów, rozwidleń, pagórków i zjazdów w dół. W podążaniu za Twoją zmianą chcę zabrać Cię w podróż i towarzyszyć w Twojej drodze. W taką podróż warto wyruszyć, aby odnaleźć sens, pokonać trudności w relacjach z ludźmi, przekuć marzenia na cele – zarówno te drobne, jak i długotrwałe.
Naturalna przestrzeń lasów czy gór – w przeciwieństwie do zamkniętego gabinetu – to środowisko, które wyzwala i koi. W takich warunkach poszukiwanie klucza do wolności, szczęścia, miłości albo sukcesu staje się przygodą niczym tropienie skarbu.
Dlaczego góry? Dlaczego tak?
Meta? Niekoniecznie!
Zarażona miłością do gór zaczęłam szukać ludzi podobnych do mnie. Znalazłam Klub Wysokogórski i podjęłam niełatwą próbę wejścia w środowisko. Jako żółtodziób musiałam się trochę natrudzić: pokazać wszystkim, że jestem twarda, aby mi zaufali i zechcieli zabrać w wysokie góry. I udało się !!! Dostałam wtedy solidną lekcję, za co czuję dużą wdzięczność.
Miejsce, w którym jestem to mój sukces. Dzisiaj to ja organizuje wyprawy i zabieram żółtodziobów podobnych do mnie samej sprzed lat. Jednak nadal nie jestem typem wyczynowca. Nie mam duszy sportowca, zaś wspinanie sportowe traktuję jako ciekawe doznanie, a nie wyścig, kto wyżej. Góry są dla mnie wyzwaniem, ale nie o metę tutaj chodzi, tylko o drogę.
Więc, jeśli nie o metę, to, o co?
Dla mnie góry są trochę jak medium, które pozwala spotkać się z samą sobą na wyższym poziomie i tam zadać najważniejsze pytania. Obecność monumentalnej natury zmienia perspektywę – odsuwa problemy na tyle, abym mogła spojrzeć na nie z dystansu. Z odległości zawsze wydają się mniejsze niż oglądane przez lupę emocji. Z kolei zmęczenie i wysiłek są paliwem dla mojego umysłu – zaczynam myśleć jaśniej albo na odwrót: mogę się całkowicie uwolnić od myśli i przeżyć totalne oczyszczenie. I wreszcie sprostanie wyzwaniom, wyjście ze strefy komfortu oraz adrenalina przynoszą mi satysfakcję i poczucie mocy, które po powrocie przekłada się na codzienność. Dlatego na nadgarstku wytatuowałam sobie góry. Czuję, że z tą miłością nie grozi mi rozstanie. Bo góry są wierne i choć może to brzmieć absurdalnie, właśnie w nich czuję się bezpiecznie.
Coaching w podróży
Kilka lat temu na własnej skórze przekonałam się, jak świetnie góry komponują się z coachingiem. Coaching – dał mi pełen wgląd w siebie i pomógł zrozumieć, zaś góry pozwoliły mi wszystko przepracować, a to, co niepotrzebne na zawsze w górach zostawić. Dlatego, gdy w życiu zawodowym coraz bardziej dopadała mnie rutyna, znajomi i bliscy sugerowali, że moim żywiołem jest przestrzeń i drugi człowiek:
– Jesteś stworzona do tego, aby ludziom towarzyszyć – powiedział ktoś, a ja pomyślałam: Tak! Chcę towarzyszyć ludziom w ich drodze. Bo wędrówka pejzażami natury to bardziej sprzyjająca przestrzeń do szukania odpowiedzi na nurtujące pytania. Znacznie lepsza niż najwygodniejszy fotel w gabinecie coacha czy terapeuty.
Kamień z serca
Pod wpływem tego olśnienia, poza czerwoną szpilką, którą zabieram wszędzie, zaczęłam zabierać w góry ludzi. Czerwona szpilka to symbol zbędnego balastu. A ja pokazuję, że można w góry zabierać nawet buty na obcasie, bo prawdziwym ciężarem nie są szpilki, lecz kamienie, które w górach można wreszcie z serca zrzucić.
Mój obcas stanął już na wierzchołkach Alp, gór Thien Shan w Kazachstanie, na Kaukazie w Gruzji, na Teneryfie i w Pirenejach. A ja dojrzałam do tego, aby prowadzić tam innych – nie tylko po to, aby zdobywać górskie szczyty, lecz przede wszystkim, aby z odwagą sięgać po szczyt własnych marzeń.
Sylwia Kopczyńska